Moje fascynacje

Książka

Recenzja książki

420113-352x500.jpgDziwna książka. Pierwsze moje skojarzenie: Charlotte Link. W połowie książki wiedziałem jednak, że nieco chybione to moje skojarzenie. Wtedy jednak pojawiają się pytania: dlaczego właściwie ta książka jest wypromowana? Dlaczego jest ciągle na topie nie tylko czytelniczym ale sprzedażowym? Wielu czytelników uskarża się, że strasznie się wynudziła podczas tej książki. Chyba muszę się częściowo z nimi zgodzić, choć chyba już wiem dlaczego.

Po pierwsze postaci są mało wyraziste, mało zróżnicowane. Osobiście połknąłem tę książką w postaci audiobooka (pani Karolina Gruszka nie powinna czytać książek – żadnych!) i zauważyłem, że jeśli „przeoczyłem” kto jest teraz narratorem, to trudno było odgadnąć o kogo chodzi! Narratorki są tak podobne do siebie, że niemal nierozróżnialne. To faktycznie nie tylko męczy ale też po pewnym czasie po prostu nudzi. W końcu ludzie zawsze są różni…

Drugi aspekt to akcja książki. Jest jej tu tak nie wiele, że gdy się pojawia niemal wstajemy, aby w końcu wydarzyło się coś ciekawego… chociaż nie! Niech się wydarzy COKOLWIEK – nie musi być ciekawe. Po czym gdy akcja powinna nabierać tempa to tu nawet „mgnienie oka” może trwać jak Winterfresh. Brak dynamizmu w akcjach sprawia, że nawet gdy się coś dzieje w książce, to czujemy się potwornie znudzeni.

Trzeci problem książki to niewłaściwie sprofilowana akacja marketingowa. Książka promowana jest jako kryminalny thriller. ANI kryminał, ANI thriller. Na razie ciężko mi to umiejscowić, ale chodzi mi właściwie o rozminięcie się oczekiwań czytelnika z treścią, jaką znajduje on wewnątrz powieści. To zawsze jest frustrujące i zniechęcające. To niemal zawsze prowadzi do nudy, bo tu czytelnik oczekuje tego, czego nie dostaje – czyli w między czasie umiera z nudów!

I po czwarte (kto wie czy nie najważniejsze!): rozwiązanie książki odgadłem już na jakieś 2 godziny przed końcem (na niecałe 10 godzin całej książki). Jeśli część z czytelników tak miała to nie dziwię się, gdy wykrzykują NUDAAAA! To sprawia, że ostatnie dwie godziny książki mierzy się już w latach świetlnych. Okropne!

Po przeczytaniu książki od razu pomyślałem, że musi to być jakiś młody autor – ten warsztat wygląda na taki niedojrzały. I choć pani Amy nie jest już nastolatką to faktycznie jest początkującym pisarzem. W połączeniu więc z gigantyczną machiną marketingową otrzymaliśmy więc zwykły bigos z kapustą…

Książka dostaje ode mnie kilka gwiazdek (4/10).

Po pierwsze za pomysł. Bardzo dobry i sprytnie wykorzystany.

Po drugie za narrację – bardzo odważna, wielonarracyjność nie jest łatwym zadaniem. Lepiej różnicując narratorki można byłoby być wprost zachwyconym.

Po trzecie za bardzo udane przesunięcia czasowe między narracjami. Kolejny odważny i czasami niebezpieczny ruch. Tu pani Amy udał się ten krok doskonale.

Po czwarte? Niestety brak. Słowem: książka przeciętna.