Moje fascynacje

Książka

Podsumowanie czytelnicze 2015

kindle-paperwhite.jpgTeraz czas podsumować rok 2015 od strony czytelniczej. Nie spodziewałem się tak dobrego wyniku i właśnie w tej materii też nie robiłem sobie jakichkolwiek postanowień – po prostu na żywioł. Rok 2015 zamykam równą liczbą 60 książek. Wspomnę tylko, że z moim przypadku nie tylko czytam, ale i słucham. Stąd suma dotyczy książek przeczytanych jak i wysłuchanych. Oba typy jednak traktuję na równi. Zwłaszcza, że audiobooków w zeszłym roku było aż 39(!) sztuk.

Rok zacząłem od książki, która miała mnie porwać, bo uwielbiam temat szybowcowania (Trzy diamenty) – niestety niewypał. Książka mnie zmęczyła do tego stopnia, że właściwie nie dałem rady jej dokończyć. Po tej na szczęście wpadła od razu Nieśmiertelni, która rozpędzona poprzednimi dwoma częściami świetnie niosła na fali i dała wreszcie czytelnicze odprężenie i poczucie luksusu.

Gdy nasiąkłem Nieśmiertelnymi, sięgnąłem po klasykę Orwella – ruszyłem w przyszłość-przeszłą czyli Rok 1984. Poruszająca książka i jednocześnie wstrząsająca. Poruszająca miliony strun mózgowych do intensywnego myślenia i szukania analogii, do weryfikacji czy my na pewno jesteśmy za 1984 czy może jeszcze przed?... Niestety już daleko po…

Potem Czarna Lista Forsytha – nuda. Więc wziąłem do ręki książkę, która na mnie czekała już ponad 6 miesięcy: Lśnienie. Doskonała książka, po której film wyglądał jak największa szmira kinomatografii komunistycznej. Trzy miesiące później sięgnąłem po kontynuację tej książki (Doktor Sen), jednak po tylu latach można napisać już tylko inną książkę – nadal świetna, ale zupełnie inna, zupełnie inny klimat…

Później pokosztowałem pana Ciszewskiego (Kruger. Szakal) – niestety w moim odczucia słaba i chyba trochę na siłę pisana jako wieloczęściowa. Raczej nie sięgnę po kolejne. Postanowiłem znowu posmakować klasyki i trafiło na 451 stopni Fahrenheita. Kolejna doskonała pozycja. Trudno się nad nią nie rozczulać, ale spróbuję tym razem ograniczyć się do stwierdzenia: „lektura obowiązkowa!”. Nie mniej jednak potrzebowałem odsapnąć od tego gorąca i sięgnąłem po gawędziarę Charlotte Link – tym razem Przerwane Milczenie. Fantastyczny wypoczynek pomieszany z kryminalną zagadką. Tej pani jeszcze pięć innych książek w tym roku wyczytałem…

Potem przypomnienie standardów Kingowych: Carrie a chwilę później Lem w wydaniu dla ludzi: Niezwyciężony (w wydaniu słuchowiskowym!). Po tym nie pozostało nic innego jak wrócić do sagi Endera i sięgnąłem po Ksenocyd i Pierwsze Spotkania w Świecie Endera.

Gdy już nieco zmemłałem Endra przyszedł czas dokończyć sagę o Kurcie Wallanderze. Jak smuto i prawdziwie zarazem kończy się ta saga. Może ta prawdziwość jest tym niezwykłym magnesem? Po tych książkach sięgnąłem po Rebelię w Czasie – dość przeciętna książka, ale poWallanderze niestety należałoby powiedzieć „bardzo słaba”.

Sięgnąłem więc Do Światła – czyli pierwszy tom trylogii Diakowa. Bardzo fajna, bardzo wciągająca, pełna akcji i zwrotów aż głowa czasami boli. Trudno się oderwać od tej książki. Trzymając więc poziom postanowiłem zakończyć także sagę o Harrym Hole począwszy od Pancernego serca. Aby nie zmęczyć się Jo Nesbo w międzyczasie „porozmawiałem” z Michio Kaku o Fizyce Rzeczy Niemożliwych (mniam!).

W lipcu przyszło rozluźnienie i do rąk wpadły mi książki, które dzieci czytały – łatwe przyjemne i wszystkie o tym samym szkielecie, co nawet dzieci zauważyły :). W międzyczasie poczytałem także o naprawianiu rowerów. Na koniec sagi Harry Hole doczytałem Dzieci Umysłu jako zakończenie sagi Endera. Gdy tak zakończyłem sagi Endera, Wallandera i Hole, postanowiłem też domknąć sagę o Fjallbace (Pogromca Lwów). Ufff – tyle sag ukończonych w jednym roku! Zasłużyłem na nagrodę i wziąłem do ręki książkę, która czekała już kilka miesięcy na mnie: Jedwabnik. Nie była już tak dobra jak poprzednia część, ale to raczej kwestia tego, że postaci już troszkę znałem. Książka jednak napisana doskonałym piórem, z wyczuciem, z doskonałą intrygą – istne cudo :)

Jak to bywa po przeczytaniu dobrych książek, po nich mogą pojawić się już tylko słabe. Stąd pewnie mój ulubiony autor Dean Koontz trafił z książką Mroczne Ścieżki Serca na półkę tych słabszych pozycji. Za nim rzutem na taśmę Podróże z Herodotem, choć ta pozycja przede wszystkim z tego powodu, że książki około-historyczne zdecydowanie mi nie odpowiadają. Na szczęście po nich przyszedł kolejny szlagier: Marsjanin. Czasami może nudził, ale trudno odmówić mu klasy, polotu i porywającej czytelnika siły. Film obejrzałem z równą przyjemnością :)

W październiku doczekałem się w końcu Czas Pogardy od Fonopolis. Długo czekałem na to (wydane miało być w lipcu) i połknąłem to jak pies smakołyk w locie. Doskonałość! Właściwie od razu musiałem dosycić się Sapkowskim biorąc do ręki Sezon burz (także w wydaniu Fonopolis). A dla równowagi, na Kindlu czytałem Łysiaka Rzeczpospolita Kłamóców – Salon. Książka tylko dla tych o mocnych nerwach, którzy są gotowi poznać prawdę i się z nią zmierzyć. Ciągle nie jestem pewien czy mi się to udało opanować…

Na koniec roku sięgnąłem także nieco po znakomitość w osobie Tyrmanda (Gorzki Smak Czekolady Lucullus, Filip, Siedem Dalekich Rejsów, Dziennik 1954) – tym razem pozycje raczej średnie (poza Dziennikiem 1954, który jest super). Tyrmanda przeplatałem Wojną Polsko-Ruską i zachwycającą nowością Black*Out.

Listopad grudzień to już był groch z kapustą. Wartą nadmienienia pozycją na pewno była Paradyzja pana Zajdela. Zainspirowała mnie do sięgnięcia po kolejne jego książki: Wyjście z cienia, Cylinder van Troffa oraz Limes inferior. Zdecydowanie polecam – uczta warta grzechu! Kolejnym hitem okazał się Glukhovsky z trzecią częścią swojej serii Metro2035. Książka, która otrzymała ode mnie pełne 10 gwiazdek! Pod koniec roku 10 gwiazdek otrzymała także pozycja zatytułowana Niebezpieczne Związki Bronisława Komorowskiego. Wstrząsająca opowieść czy raczej reportaż? Forma trudna do określenia – podobnie jak sytuacja autora tej książki. Pod koniec doczytałem książkę w języku angielskim Cold Little Hand – bardzo słaba pozycja, ale dobra na tzw. pierwszy raz. Tym razem sięgnąłem po lepsze pozycje (mam taką nadzieję)…

Na koniec może podsumowanie.

Zacznijmy od najsłabszych książek tego roku: www.afgan.com.pl, Zrób mi jakąś krzywdę, Rebelia w czasie, Czarna lista i Trzy diamenty.

Najlepsze książki zeszłego roku: Policja (Jo Nesbo), Sezon Burz (Sapkowskiego), Niebezpieczne Związki Bronisława Komorowskiego, Metro 2035 oraz Rok 1984.

 

A co w 2016? Spodziewam się dużo mniej książek, jako że zamierzam sięgać po coraz więcej pozycji w języku angielskim a to oznacza dużo wolniejsze czytanie. Postanowień jednak nie robię, więc kto wie…