Moje fascynacje

Samo życie

Jack Daniels

Zbierałem się już od wielu miesięcy aby powrócić do pisania. Ciągle jednak rozterki dnia powszedniego i zupełna niemoc w kreowaniu swojej rzeczywistości sprawiły, że podchodziłem do tego jak pies do jeża. Moja czterdziestka przyniosła jednak pewien epizod, który zainspirował mnie, aby właśnie tą anegdotką zaznaczyć swoją obecność po bardzo długim okresie :)

 

W naszej firmie już od kilku miesięcy pracował z nami nowy, młody człowiek – taki świeżo po studiach. Na imię dali mu Konrad i jest typem człowieka raczej nie często występującego w przyrodzie. Pogodny, życzliwy, gadatliwy, szczery i otwarty. Pomimo stażu w naszej firmie (zaledwie niecałe trzy miesiące), postanowił, że kupi mi prezent na moją czterdziestkę, zaraz po tym gdy się dowiedział, że dotyka mnie takie życiowe choróbsko, jak wejście w wiek starczy.

Konrad zwrócił się do wspólnika z zapytaniem, o pomysł na prezent. Wspólnik, z którym chętnie chodzę na picie drinków złożonych głównie z Jack’a Daniels’a, a które to w stu procentach trafiają do mojego gardła, odpowiedział, że „(…) oczywiście Jack’a Daniels’a!”. Konrad przez te miesiące z kolei poznał mnie jako mocnego czytelnika (od pewnego czasu łykam ok. 5-8 książek miesięcznie) zapytał jedynie pro-forma:

- tzn. książkę?

- Taaa! Książkę.. – odpowiedział wspólnik w tonie nieco ironicznym. Z tego jednak Konrad nic sobie nie robił i raczej nie wychwycił tego ukrytego sarkazmu. Udał się więc od razu tam, gdzie oferta książek jest szeroka – do EMPIKu.

- Czy macie Jack’a Daniels’a?

- Już sprawdzam – odparł sprzedawca, któremu najwyraźniej pytanie nie wydało się nieco dziwne. Postukał w klawiaturę komputera po czym odparł – aktualnie nie mamy.. już od miesiąca. Ale mogą panu sprawdzić czy w innym salonie jest. Życzy pan sobie?

- Jasne!

- Proszę chwilę zaczekać, już sprawdzam – po czym znowu postukał trochę w klawiaturę, błądząc wzrokiem po ekranie monitora – jest! W Złotych Tarasach – powinni mieć jeszcze tę pozycję.

Udał się więc Konrad do następnego salonu EMPIK, aby zadać to samo pytanie. Tu także sprzedawca nie był zaskoczony pytaniem (ja bym z pewnością wytrzeszczył oczy). Porozmawiał z komputerem wykorzystując swoje palce do tej komunikacji i orzekł:

- Jest. Ostatnia sztuka. Życzy Pan sobie?

Jack Daniels zmienił więc właściciela i wkrótce miał zmienić ponownie.

- Wszystkiego najlepszego! – niemal wykrzyknął Konrad, podając jednocześnie torebkę z prezentem. Podziękowałem, przyjąłem życzenia i odsłuchałem (na szczęście) krótkiego „Sto lat” i mało dyskretnie od razu sięgnąłem po prezent.

W środku, w torebce zobaczyłem książkę. „Dobry prezent!” pomyślałem i od razu zacząłem się martwić, czy na pewno trafiony. Miałem nadzieję, że Konrad przejrzał moje zasoby w „Lubimy Czytać”, aby prezent był trafiony. W tym czasie książka trafiła już przed moje oczy i zaczynałem czytać, mając już prawie sto procent pewności, że takiej książki nawet nie widziałem:

- Bieganie metodą Danielsa… Super! To ta sama książka, na którą czekam od znajomego – miał mi pożyczyć. Teraz już nie muszę czekać! – entuzjazm był wyraźny, bo oznaczało to posiadanie książki do treningów zawsze pod ręką. A książka zebrała bardzo pozytywne opinie do mojego zaprzyjaźnionego biegacza. – Ależ trafiłeś z prezentem! – i wtedy przeczytałem autora: - Jack Daniels???

Teraz wspólnik już nie wytrzymał i śmiał się do rozpuku. Wydusił już tylko „To jak z odrdzewiaczem, tylko dużo lepsze! Hahahaha!”. Od razu zrozumiałem, że jest to jeden z najbardziej niewiarygodnych zbiegów okoliczności. Temu młodemu udało się strzelić gafę tak błyskotliwą, że jeszcze długo będzie wspominana nie tylko przez nasz zespół.

 

Przypis: „przygoda z odrdzewiaczem” – gdy rozpoczynałem pracę przy biurku z obecnym wspólnikiem, nasz kierownik gdy wychodziliśmy na obiad poprosił aby mu kupić tylko odrdzewiacz. Ja nie wiele myśląc kupiłem mu WD40. Chłopaki oczywiście nie przeszkodzili mi, aby zobaczyć co się wydarzy. Kierownikowi oczywiście chodziło o Coca-Colę. Ubaw też był po pachy i wspominany jest do dziś :)