Moje fascynacje

Wszystkich Świętych

Znowu czas przepłynął między palcami jak woda. Nie sposób go zatrzymać. Najgorsze jednak jest to, że wraz z nim przemijają ludzie… ci żywi i ci, którzy oglądają już nasze wzmagania z góry. Czasami się zastanawiam, która strata bardziej boli…


W tym roku poszedłem na cmentarz z aparatem (mowa oczywiście o Wszystkich Świętych). Planowałem pobyć z tymi duszami 2-3 godziny, tak aby spróbować uchwycić pamięć o nich, a może po prostu pobyć – aparat zapewniał mi tylko zajęcie. Byłem strasznie zszokowany ile ludzi przychodzi na cmentarz aby spotkać się (głównie) z kolegami, pogadać, pokrzyczeć, poryczeć ze śmiechu a nawet kląć lepiej jak szewc – na całe gardło! Ciężko było znaleźć na tym cmentarzu chwilę spokoju, zadumy i tego klimatu, który znam od zawsze. Wyszedłem już po północy z cmentarza a tam robiło się coraz gwarniej – nie czułem się tam bezpiecznie… po raz pierwszy raz w życiu…

A policja/straż miejska? Tak była – ze swoim aparatem fotograficznym i po kilku minutach się zmyli – więcej ich nie widziałem – dla nich chyba też było zbyt niebezpiecznie…

Ostatecznie zrobiłem trochę ujęć – nie jestem z nich zadowolony tak jak oczekiwałem. Podzielę się z Wami kilkoma: